czwartek, 9 sierpnia 2018
środa, 8 sierpnia 2018
Górski folklor w Sapa
Kolejny dzień w Sapa robi nam niespodziankę pogodową. Bezchmurne niebo pozwala ogrzać - przegrzać się, ponieważ temperatura wzrosła o ok.15stopni C. Rozpatrując wariant zdobycia Fansipanu z MarJankami to pod uwagę wzięliśmy tylko opcję wjazdową- najdłuższą koleją linową na świecie (6292 m). Po rozważenia ceny za wjazd (ponad 200 $), zrezygnowaliśmy z tej rozrywki. Wybraliśmy opcję trekking po dolinach zamieszkałych przez mniejszości etniczne. Rejon Sapa zamieszkuje pięć głównych grup: Hmong, Yao, Tay, Zay i Xa Pho. Każda z nich charakteryzuje się własnymi tradycjami i strojem, zwłaszcza sposobem jego ozdabiania. Zajmują się głównie rolnictwem na tarasach ryżowych, a swoje plony sprzedają na targowisku w Sapa.
Wybraliśmy się na trekking od wioski Cat Cat do Ta Van przez Ta Phin, malowniczą doliną Muong Hoa.
Sapa - górski kurort
Sapa to górski kurort, miejsce do którego uciekali Francuzi by odetchnąć od dusznego, upalnego i zatłoczonego Hanoi. Nadal to miejsce przyciąga swoim urokliwym położeniem u stóp najwyższego szczytu Indochin - Fansipan (3143 m npm)w paśmie Hoang Lien Son, w prowincji Laos Cai.
Zachwyceni zdjęciami Sapy podejrzanymi wcześniej w Internecie, zdecydowaliśmy się na ten kierunek, z planami zdobycia "Dachu Indochin". Nasze obawy związane były jedynie z czynnikiem, na który nie mamy wpływu - z pogodą. Od kwietnia do września panuje monsun i wtedy z nieba woda spada wiadrami, a od października do kwietnia jest dość chłodno, czyli nie ma dobrej pory na wędrówkę północnym Wietnamem.
Zarezerwowaliśmy hotel z widokiem na góry i po kolejnej nocnej przejażdżce sypialnym busem dotarliśmy na miejsce. W drodze do hotelu, o wdzięcznej nazwie "Sunrise", zdążyliśmy przemoknąć i wychłodzić się, no i trochę stracić dobry humor oraz wiarę, że będzie szansa na jakikolwiek trek po okolicy. W hotelu nas przyjęto "ciepło" - gorącym kakao i kocem elektrycznym! Przydały się spakowane długie getry, skarpety i bluzy w tropikach. Zasmuceni i rozczarowani dogrzewaliśmy zimne łóżka kocem elektrycznym, leżąc przed telewizorem. Jedynie MarJanki były zadowolone bo nadrobiły braki w "kreskówkach". Nam towarzyszyło uczucie podobne do tego, gdy pojechaliśmy kiedyś na weekend w Tatry - przez trzy dni lało, a góry oglądaliśmy na obrazie w pensjonacie. Tymczasem po ulewnej nocy poranny wiatr rozwiał trochę chmur, za którymi zamajaczył majestatu gór i głębokich dolin.
Widok zapalił nas do szybkiego wymarszu. Ponieważ lokalna ludność nadal chodziła w kaloszach i pelerynach postanowiliśmy nie szaleć z planami, a jedynie rozeznać się w samej miejscowości.
poniedziałek, 6 sierpnia 2018
Trudno się oprzeć wietnamskiej kawie
W Wietnamie, jak i w większości krajów Azji, od wieków królowała herbata. Wraz z kolonizatorami z Holandii i Francji rozwinęły się plantacje kawy. Dziś Wietnam jest drugim na świecie eksporterem kawy.
Tradycyjnie uprawiana kawa wietnamska następnie poddana prawidłowemu parzeniu ziaren, ma wyjątkowo dobry smak, który nawet osoby nie będące smakoszami kawy, uważają za charakterystyczny. Stosowana przez wietnamskich producentów kawy tradycyjna procedura parzenia ziaren znacznie dłużej na niższej temperaturze sprawia, że kawa ma znacznie wyraźniejszy smak i zapach. Ze względu na łatwość uprawy głównie uprawia się robustę, jednak w ostatnim czasie do upraw włączono arabikę i najdroższa wśród kaw - kopi luwak.
Kiedy kawa jest gotowa odkładamy filtr i możemy raczyć się gotowym napojem. Kawa ma mocny smak z wyraźną nutą gorączki. Stąd też w Wietnamie, kawę tradycyjnie pije się że słodkim, skondensowanym mlekiem, którego słodycz i kremowy struktura stanowi kontrast dla goryczki mocnej robusty. Z tego powodu w Wietnamie trudno zdobyć niesłodzoną kawę, nawet jeśli zamówimy niesłodzoną, łatwiej o wariant bez mleka.
Jednak nie warto się wzbraniać przed słodzoną kawą, jest to jeden ze smaków Wietnamu.
Rodzajów kaw znajdziemy w kawiarni tyle co zachcianek smakoszy:
ca phe sua lub ca phe nau to wyśmienita biała kawa, obłędna w smaku,
ca phe den to czarne espresso z cukrem oczywiście,
ca phe trung to kawa dla fanów kogla-mogla- połączenie kawy i desery, ponoć najlepsza w Hanoi,
ca phe sua da to wersja kawy mrożonej - w upalny dzień bez względu na zamawiany rodzaj kawy zostanie nam podana szklanka z kostkami lodu.
niedziela, 5 sierpnia 2018
Tam Coc - kraina wapiennych mogotów
Tam Coc leży 100 km na południe od Hanoi. My docieramy tam po 16-godzinnej podróży z Hoian, wygodnym sypialnym autobusem.
O tej porze roku nad Indochiny napływają masy powietrza znad Pacyfiku, które niosą z sobą dużo deszczu. Opady są bardzo obfite i najczęściej towarzyszy im tropikalna burza, wielokrotnie zalewając spore obszary. Obserwowaliśmy to zza okien autobusu i budziło niepokój o dalszą podróż. Deszcz był naszym towarzyszem w Tam Coc, zmusił nas do wygrzebania z bagażu pelerynek i niczym kolorowe krasnale przemierzaliśmy pomiędzy polami ryżowymi, plantacjami owoców na wietnamskiej prowincji. Jednak głównym powodem, który nas tam przywiódł jest pejzaż wapiennych wzgórz, przez tysiące lat poddawany rzeźbieniu przez siły natury. Wapienne wzgórza, o przedziwnych kształtach - mogoty, sterczą nad okolicą a między nimi wiją się rzeki jak uciekające węże. Dech zapiera wycieczka małą łódeczką sunącą po leniwej rzece wpadającej do jaskiń, jedna za drugą. Niskie korytarze jaskiń i zwisające formy naciekowe zmuszają do pochylenia, nie tylko dla bezpieczeństwa, ale i w hołdzie dla natury.
Jaskinie Tam Coc - nasz film
sobota, 4 sierpnia 2018
Ruiny My Son
My Son było IV - XII w imponującym miejscem, Świętą Doliną świątyń hinduistycznych i cmentarzyskiem królów Champa. My Son był wietnamskim odpowiednikiem Kambodży Angkor Wat i Egiptu w Dolinie Królów. W czasach swojej świetności królestwo zawierało ponad siedemdziesięciu świątyń, wraz z szeregiem zabytków z napisami w sanskrycie - święty język w starożytnych Indiach i Cham.
Kompleks świątyń został poważnie uszkodzony przez amerykańskie bomby w czasie działań wojennych w Wietnamie w latach 60 XX w.
Bambusowy teatr
W jeden z wieczorów wybraliśmy się na spektakl w dość nietypowym teatrze. Budynek wykonany jest z bambusowych tyczek, co nadaje mu wygląd wielkiego szałasu. Wnętrze natomiast stanowi nowoczesna widownia. Bambusowa, skąpa scenografia i punktowe oświetlenie nakręcają wyobraźnię widza. Młoda grupa tancerzy - przedstawia pół żartem, pół serio stereotypy obyczajowości Wietnamczyków.
trailer Ao Show Hoi An
trailer Ao Show Hoi An
Subskrybuj:
Posty (Atom)






