czwartek, 16 sierpnia 2018

Co robić na Ko Samui?

Ko Samui oferuje przede wszystkim ładne plaże oblewane szmaragdowo - turkusową wodą. Centrum wyspy to wzgórza porośnięte wilgotnym lasem, w kilku miejscach sączą się wodospady. Do zobaczenia są jeszcze świątynie buddyjskie - na północy wyspy w Bophut - Wielki Budda. Większość atrakcji stworzyli mieszkańcy: parki linowe, aquaparki czy "jungle safari" oferujące małpy zamknięte w klatkach, brutalnie tresowane na potrzeby widowni. Można zafundować sobie przejażdżkę na słoniu zmęczonym dźwiganiem opasłych turystów. Smutne to i pozbawione szacunku dla tych stworzeń, więc nie korzystamy z tych atrakcji.
Rozkoszujemy się naturalnymi warunkami, głównie bujając się na falach a" głową w chmurach".
 
Skała Dziadek - ciekawe dlaczego taka nazwa?
 

 
 

 
Za to wieczorem oddajemy się konsumpcji na targowisku.
 




Nie można się oprzeć... ani schudnąć!
 

 

wtorek, 14 sierpnia 2018

DOM tam gdzie MY

Po wietnamskiej przygodzie trzeba trochę odpocząć i dotrzymać słowa danego MarJankom - "będzie morze i plaża". Chętnie włóczyły się z nami, przemierzały na nogach kilometry bez większego marudzenia, odnajdując to, co my przeoczyliśmy. Dziecięca spontaniczność, otwartość i szczery uśmiech nie raz pozwoliło nam wejść tam, gdzie dla turystów brama zamknięta. Marysia i Janek doświadczają życzliwości i dobroci obcych dla nich ludzi. Często są obdarowywani łakociami. Nieraz ktoś ustąpił im miejsce widząc zmęczenie na ich buziach. To bardzo miłe, bezinteresowne gesty i jednocześnie wzruszające...
Na dłuższy wypoczynek w Tajlandii wybraliśmy naszą ulubioną wyspę - Ko Samui. Jest największą wyspą w Zatoce Tajlandzkiej, otoczona wianuszkiem mniejszych i w większości niezamieszkałych wysp tworzących Ang Thong Marine National Park. Ko Samui oferuje nam to co potrzebne do wypoczynku: ładne plaże Lamai, spokojne morze, krajobraz  i dostępność urozmaiconego jedzenia na lokalnym targowisku.







 
Nasze wakacje przypadają na szczyt pory deszczowej w Tajlandii, więc prawie codziennie pada deszcz, a czasem nas wygania z plaży. Opady są zwykle obfite ale krótkotrwałe, a temperatura spada wtedy do ok. 30°C, przez chmury nadal odpala słońce.
 
 
 

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

"Sraczka, moskity, pluskwy, meduzy" - awans na podróżnika

Podróże są ciekawe, interesujące, rozwijające, ubogacające - zwłaszcza mentalnie. Mogą być smakowite, pachnące i kolorowe. Podróże uczą dystansu do siebie, dają wiarę w drugiego człowieka, w pomocną dłoń. Dają wolność - dziś tu, jutro tam - a dom tam gdzie my. Wzruszają bezinteresownością poznanych ludzi. Jednak często podróżom towarzyszy zmęczenie, upał lub nagła zmiana temperatur i wiele zaskakujących, nieprzewidzianych sytuacji, które zaburza spokój. 
    Sraczka, czyli biegunka jest najczęstszą zmorą podróżniczą. Bywa efektem reakcji organizmu na zmianę diety, zjedzenia czegoś nieświeżego lub co gorsza początkiem poważniejsze dolegliwości, np. duru brzusznego itp. Na wszystko nie jesteśmy się w stanie przygotować i przed wieloma uchronić. Jednak działania profilaktyczne mogą zapobiec poważniejszy infekcjom. My przed wylotem, w czasie podróży i przez tydzień po powrocie zażywamy probiotyki, by wspomóc jelita. Na wyjeździe pijemy wodę butelkowaną i w takiej też myjemy zęby i płuczemy szczoteczki do mycia zębów. Dzieci bardzo szybko wyrabiają sobie taki nawyk i dbają by dziennie uzupełnić zapas drinking water. Owoce kupione na targu myjemy przed obraniem. Jadamy w lokalnych knajpkach, takich gdzie potrawy są na świeżo przyrządzane w naszej obecności - azjatyckie restauracje mają kuchnię przy wejściu, odmiennie niż nasze- na zapleczu, więc wchodząc jesteśmy w stanie szybko rozeznać się w dbałości sanitarnej kucharza. Zdarzają nam się w podróży chwilowe niedyspozycje biegunkowe, ale nigdy nie trwały dłużej niż pół dnia. Woda z młodego kokosa na zmianę z coca-colą dość szybko stawiają na nogi.
    Moskity to oczywiście komary. Te tropikalne są różnej wielkości i pomimo, że szare to mają różny odcień i deseń. I różnią się czasem aktywności w ciągu dnia. Sporo się o nich pisze, mówi i chroni przed nimi bo są roznosicielami malarii i dengi - dwóch chorób tropikalnych, na które nie możemy się zaszczepić. Nasze krajowe komary też potrafią nam zepsuć urlop, gdy z powodu dużej wilgotności, zwłaszcza nad jeziorem, będą wokół nas krążyć i kąsać. Potem bezsenna noc bo pogryzienie niemiłosiernie swędzi. Albo uporczywie bzyczący owad szykuje się do ataku na naszą tętnicę fruwa nocą po pokoju, nie daje spać. Azjatyckie komary, duże czy małe, nie wydają dźwięków dlatego bez moskitiery, w oknie lub nad łóżkiem, bez repelentów w spraju lub kremie jesteśmy bezbronni. Dodatkowe zabezpieczenia -  jako elektryczny wkład do kontaktu i żarząca się "spirala" umieszczana pod stołem w restauracjach lub na balkonie - są pomocne dla naszej ochrony, niestety nie na 100%. Malaria i denga są w południowo-wschodniej Azji nadal sporym problemem. Dzięki aplikacji NASA Globe Observer możemy pomóc w liczeniu populacji moskitów.
Sprzymierzeńcami w eksterminacji komarów w najbliższym otoczeniu są gekony. Te małe, ok 10cm chętnie zamieszkują w pokojach hotelowych, nawet bez naszej zgody. Nocą "polują" na insekty zgrabnie i szybko przemieszczają się po pomieszczeniu. Są dość lękliwe więc nie wejdą na twarz śpiącego człowieka.
    Pluskwa to niewielki owad uwielbiający podróże we wszystkich strefach klimatycznych! Jest cichym, niechcianym towarzyszem człowieka. Małe "stadko" pluskiew potrafi mocno pogryźć bezbronnego śpiocha. Działają jak małe wampiry. Wychodzą w ciemności zwabione oparami dwutlenku węgla i ciepła wydzielanego przez ciało. W kąsaniu są za to delikatne bo robią to z miejscowym znieczuleniem, jak kleszcze. Mnie i Jankowi zdarzyło się zbudzić jednego ranka, na Ko Samui, z większą liczbą śladów pogryzień, więc należało poszukać winowajcy i go usunąć z naszego "gniazdka". Bez śladów wskazujących  na komary, przeszukaliśmy informacje w sieci. I dowiedzieliśmy się o pluskwach z forum o podróżowaniu po ... Polsce. Ludzie uskarżali się, że w sypialnym pociągu pogryzły ich pluskwy i na dodatek z bagażem przywieźli je do domu, gdzie mając dostęp do pożywienia i schronienie szybko się namnożyły. Owady te kryją się w tapicerowanych meblach i cichcem przenoszą się do "nowego" miejsca. Spora dawka informacji uruchomiła naszą wyobraźnię. Zaczęliśmy sprawdzać łóżka, materace pod każdym szwem, drewniane ramy, potem szafy. Próbowaliśmy się uspokajać faktem, że co drugi dzień nasz pokój jest sprzątany. Zaopatrzyliśmy się w spray na owady domowe i prewencyjne "okadziliśmy" apartament. Jednak kolejnej nocy spaliśmy czujnie, kilka razy z latarką, z zaskoczenia, sprawdzając czy "coś" nie chodzi po łóżkach. Nie znaleźliśmy śladów pluskiew. Oddaliśmy nasze wszystkie ubrania do prania i prasowania. Czasem nadmiar wiedzy bywa przekleństwem...  Z czasem znalazł się winowajca - maleńkie mróweczki, które gustują w balsamach do ciała.
 A dla zainteresowanych podaję informację, że Amerykanie nim rezerwują u siebie w kraju hotel korzystają z aplikacji do sprawdzania obecności pluskiew. Na tych listach są sieciowe hotele, a nawet Hilton i Sheraton "goszczą" te owady.

    Meduzy należą do parzydełkowców, żyją w zbiornikach wodnych o różnym stopniu zasolenia. Prowadzą swobodny tryb życia, dryfują z falami morskimi. Mogą osiągać różne rozmiary i mienić się kolorami, choć większość jest przejrzysta - lepiej wtedy wpaść na ofiarę. Wszystkie meduzy mają czułki zaopatrzone w komórki parzydełkowe. Zawartość toksyn w parzydełkach klasyfikuje meduzy pod względem niebezpieczeństwa dla człowieka. Do tych zabójczych należy m.in żeglarz portugalski i osa morska. Z obecnością tej ostatniej w Zatoce Syjamskiej zetknęliśmy się już dwa lata temu. Pojawiały się informacje w prasie o ofiarach śmiertelnych poparzonych podczas kąpieli. Czasem nas coś ukłuło, lekko jak igłą podczas pływania. Jednak to wszystko było ignorowane aż do tego roku. Władze zaczęły naciskać na hotelarzy by zapewnili bezpieczeństwo kąpielisk. Kto z nas by chciał pojechać, do miejsca nad morzem, gdzie oficjalnie stoją tablice z napisem "danger"? Wiec większość zadają takie informacje. Na szczęście są też mądrzy właściciele resortów, którzy ucząc się od Australijczyków, wyznaczyli spore kąpieliska zabezpieczone specjalnymi statkami. Na plaży pojawiły się tablice edukacyjne, co należy zrobić po kontakcie z parzydełkami. Postawiono słupki z umieszczonymi wewnątrz butelkami z octem. Poparzone miejsce należy przez 30s polewać octem - to zapobiega wydzielaniu się toksyny z parzydełek. Edukacja jednak może zniwelować zagrożenie.

    Oczywiście to nie wszystkie utrudnienia przyrodnicze, z którymi możemy się zetknąć. Zdarzają się karaluchy wychodzące z kanalizacji jeśli źle zrobiono odpływ, nawet w najlepszych hotelach. Są węże, pająki, skolopendry, ale one trzymają się z dala od człowieka. Natomiast największym utrapieniem są małe - tyci-tyci- mróweczki. Przecisną się przez każdą szparę. Wchodzą, jedna za drugą, penetrując otoczenie w poszukiwaniu cukru - cały świat organiczny jest od niego uzależniony. Okruszki pozostawione na stole to uczta dla setek tych małych lokatorów.
Insekty, gady, pająki i inne okazy - trzeba się je nauczyć "kochać", wtedy tropiki są rajem.
Podróże uczą na wiele sposobów- również radzenia sobie z innymi gatunkami. Ciekawość to pierwszy krok...


 

Podróż kulinarna

Jednym że sposobów poznawania kraju jest jego smarowanie. Wietnam ma bardzo bogatą i różnorodną kuchnię. Na kulinarne upodobania wpływ miały lata kolonizacji francuskiej. Pozostałością po Francuzach są bagietki - banh mi - wypełnione różnymi pysznościami, w wielu wariantach z wieprzowina, piklami i obowiązkowo z garści świeżych ziół, lub przynajmniej z kolendrą i najczęściej z sosem chili - trochę ognisty, jednak można się dogadać i uchronić podniebienie przed ostrością.

Do rarytasów należą zupy, wśród, których króluje pho - wywar na bazie wołowiny (pho bo) lub kurczaka (pho ga) z różowym makaronem, kawałkami mięsa, dużą ilością ziół, limonką, czosnkiem i chili. Jadą się ją nawet na śniadanie. Tania, pyszna, sycąca i aromatyczna. Wietnamczycy przypisują jej magiczną moc - pho dobre na każdą dolegliwość i każdy smutek...




 W okolicach Hoian popularne są pierożki o nazwie white roses - zrobione z delikatnego, prześwitującego ciasta ryżowego, z nadzieniem mięsnym lub krewetkowym i posypane prażoną cebulką.



Do smacznych , aromatycznych zup należy również bun mam - zupa z makaronem, ziołami, mięsem lub krewetkami i słodkim sosem rybnym.
 



Potrawa, która skradła nasze serca jest lekka, sycąca sałatka z wołowina, makaronem bunt, dużą ilością ziół, kiełkami, prażonymi orzeszkami, chrupiącą cebulką i nieodłącznym sosem nuoc chan- sałatka bun bo nam bo.



Oczywiście dość popularne są zawijane w papier ryżowy roladki, o warzywnym lub mieszanym farszu, u nas nazywane sajgonkami, o nazwie spring rolls.



sobota, 11 sierpnia 2018

Po kostki w wodzie...

Wieczorem, z wcześniej zakupionym biletami, udaliśmy się na dość nietypowy spektakl, do dość nietypowego teatru. Wodny teatr lalkowy to unikatowa atrakcja dla dzieci. Sceny to wietnamskie legendy przy akompaniamencie i śpiewie aktorów i muzyków siedzących na podwyższeniu po bokach wodnej sceny.
 
 
 
Przez większą część spektaklu nurtuje widza sposób poruszania lalkami...



Dzieci lubią teatry kukiełkowe, a połączenie sceny z basen robi duże wrażenie, również na dorosłych.


Hanoi do zwiedzania

Stolica oferuje zabytki, które warto zobaczyć.

Tran Quoc Pagoda




 
 
Mauzoleum Ho Chi Minha - przynajmniej z zewnątrz

Pagoda  One Pillar

Świątynia Literatury
 
 






Świątynia Ngoc Son na jeziorze Hoan Kiem



 
 
Katedra Św. Józefa
 

 
 
 
 

piątek, 10 sierpnia 2018

Ulicami Hanoi

Po pięciu dniach na północy, czas na stolicę. Hanoi jest ogromnym powierzchniowo miastem z populacją 7 785 000 mieszkańców, co daje gęstość zaludnienia 9000 os/km kw. Miasto sięga historią do ok. 200 lat p.n.e. i nadal tętni życiem. Nowoczesność otoczyła "starówkę" - Old Quarter, zlokalizowaną wokół jeziora Hoan Kiem. Stare, wąskie uliczki nadal tętnią życiem, straciły na uroku ale zyskały na unikalnej atmosferze. Szwędając się uliczkami nie zobaczymy skansenu, ale mamy jedyną możliwość podejrzenia pracy rzemieślników, handlarzy, kwiaciarki, piekarza. Napijemy się aromatycznej kawy w jednej z przydrożnych kawiarni, siedząc na niskich stołeczkach jak w przedszkolu. Zmęczy nas hałas silników motorów, których ty mnóstwo. Jednak wracając do hotelu wiemy, że nie zobaczymy i nie doswiadczymy tego w żadnym innym miejscu.